O czym marzy nauczyciel?

Image by Gerd Altmann from Pixabay

Czasami, Kochani Czytelnicy, dość rzadko trzeba przyznać, nauczyciel marzy… Bywa, że marzenie dopadnie go znienacka, tuż nad stołówkową pomidorową z kluseczkami, albo nad zeszytem Tomka z 2a, który pisze piękne listy formalne pismem iście lekarskim. Czasem w domu, gdy można już wypić legendarną ciepłą kawę, nad książką, która miała koić ciszą, a której brak tych wszystkich wysokich i niskich głosów, bez których wokół nauczyciela czai się jakaś taka pustka. Gdy uda mu się unieść głowę znad wszystkich radości i zmartwień, nie tylko tych szklonych przecież, nauczyciel marzy… Jesteście ciekawi o czym? Może wcale nie, ale i tak Wam powiem, w końcu jestem nauczycielem, na co dzień odpowiadam na to, o co przecież nie pytaliście wcale.

Nauczyciel, Kochani Czytelnicy, bardzo rzadko marzy o większej pensji, choć o tym bywało ostatnio głośno. Prawdą jest, że każdy obywatel chciałby otrzymywać „godną” zapłatę za swoją pracę. Prawdą jest, że pensje nauczycieli, ludzi jednak wykształconych i ponoszących naprawdę dużą odpowiedzialność są po prostu niskie. Gdybyście jednak zapytali nauczycieli, dlaczego wybrali swój zawód, nie wymieniliby pieniędzy, ani nawet prestiżu. Ci ludzie, często wykształceni, obyci z kulturą i polityką, nie są na ogół utopistami. Bywają poetami i inżynierami, na co dzień są niezłymi aktorami, ale nie są utopistami, rozumieją więcej niż im powiedziano. Martwią się co prawda trochę, że nikt nie chce zajmować ich miejsca, a z czasem w ich wypieszczonych klasach staną tylko „misjonarze z Bożej łaski”, których nie odstraszy konieczność nieustannego wtaczana głazu, który się zaklinował, aby kiedyś, nareszcie „godnie żyć”. Martwią się o niespłacone hipoteki i ledwo zipiące komputery, o buty na zimę dla własnych latorośli. W sumie, nie oni jedni. Jednak są przecież specami od wszystkiego, potrafią wyczarować coś z niczego, poradzą sobie, na pewno. Czasem im tylko żal, tego jak wiele inwestują, a jak mało się ich docenia, bo w świecie, w którym nawet dzieci szacunek mierzą ilością waluty na koncie, a wielu chętnie wytknie, „że im płaci”, nauczyciel średnim staje się autorytetem, tudzież wzorem do naśladowania.

Wbrew pozorom nie marzy też nauczyciel o wakacjach i to już od września. To taki trochę nasz nauczycielski żarcik, Kochani Czytelnicy, choć kłamstwem by było twierdzenie, że wakacji nie lubimy. Gdy spotykamy się w końcówce sierpnia na naszych radach pedagogicznych, w naszym gronie zawsze znajdzie się osoba, która będzie głośno odliczała do najbliższych ferii i wakacji. Trochę się z tego śmiejemy, trochę wzdychamy do uchodzącego lata, wieczorów z książką, winem i planszówkami, gdy obchodziło nas głównie zakończenie ulubionego serialu…. Zaraz, wróć….Ktokolwiek ma lub miał nauczyciela w rodzinie, wie, że wakacje to trochę luzu i lepiej przespanych nocy, ale także i laminator chodzący pełną parą i godziny spędzone przed komputerem po to, żeby w końcówce sierpnia przebierać już nóżkami i czuć te motylki w brzuchu, jak przed pierwszym balem, bo już byśmy chcieli pędzić żeby podzielić się pomysłami, żeby zobaczyć czy są trafione. Na grupach nauczycielskich, pośród cichych syków, że są przecież wakacje, nauczyciele przez cały lipiec i sierpień, chwalą się swoim „eureka” 🙂 I wreszcie, gdybyście zawitali, Kochani Czytelnicy, na taką sierpniową radę pedagogiczną, usłyszelibyście utyskiwania na wady systemu, wszystkie „nie chce mi się” i „chcę już do domu”, wszelkie „znowu te wymysły” i ” a było tak cicho”. A potem spojrzelibyście w ich oczy, zobaczylibyście ten błysk, tę tęsknotę za wszystkim co dają nam te młode umysły, nie zmęczone życiem, błądzące w obłokach, tak pewne, że mogą wszystko. Zrozumielibyście, że nauczyciel nie marzy o wakacjach, bo wtedy co prawda ładuje baterie, ale na cóż komu pełna mocy bateria, gdy nie może ona niczego zasilić….

Rzadko też marzy nauczyciel o grzecznych dzieciach, równo usadzonych przy czyściutkich ławkach, jak na starych zdjęciach. Gwarantuję Wam z resztą, że te równiutkie rzędy to tyko kwestia fotografii ;P Bywa co prawda, że w czasie szczególnie uciążliwej przerwy obiadowej wznosi nasz nauczyciel oczy ku niebu, marząc o chwili spokoju. Ach, jakby „mieć tę moc” i zamrozić ich na chwilę, bo jeszcze minuta zabawy w „podłoga to lawa” i zacznę rzucać zaklęciami na oślep… Widzicie, mimo wszystko, nauczyciel najbardziej chce zobaczyć w uczniu tę iskrę. Pragnie, ujrzeć ten rumieniec radości, mówiący o tym, że uczeń już wie, rozumie i chce tę radość oznajmić światu. Oczywiście, że w czasie lekcji musi panować względny porządek, choćby li tylko dla wszystkich obecnych bezpieczeństwa. Oczywiście, że w hałasie nikt nie usłyszy głosu nauczycielskiej mądrości. Równe oczywiste jest dla nauczyciela jednak to, że każdy z jego podopiecznych jest inny, uczy się trochę inaczej, przeżywa inaczej, szuka też czego innego. Dlatego rządki najczęściej zostawia fotografiom, a na co dzień, skupia się na swoim teraz, lawirując między potrzebą utrzymania grupy w jako takich ryzach, a potrzebami uczniów, aż ujrzy ten błysk w oku najgorszego łobuza i już wie, że ten znalazł swoją ścieżkę…

Czasami, Kochani Czytelnicy, nauczyciel marzy o rzeczach zupełnie przyziemnych i tych górnolotnych, właściwie w tym samym momencie. Choćby o tym, żeby nie musiał taszczyć znów do szkoły prywatnego komputera albo dzielić dzieciaków na grupy, bo nie ma wystarczającej liczby skakanek dla wszystkich. O, i żeby mógł czasami w czasie pracy spokojnie skorzystać z toalety, bo zdarza się, że i tam go znajdą uczniowie… albo szef… Trochę o tym żeby klasy były nieco mniejsze. Dotarcie do młodych umysłów bywa trudne, jednak jeśli ma się ich przed sobą nadmiar, cóż, bywa niemożliwe po prostu. Marzy też jeszcze o tym, żeby nie musiał dziś słuchać w telewizji, że nic nie robi i jest życiowym nieudacznikiem, przez co wylądował właśnie w szkole. Widzicie, ten nauczyciel, który do Was teraz pisze, o pracy w szkole marzy od wczesnego dzieciństwa, a szkoła nigdy nie była dlań planem B. Marzy też nauczyciel by nie mówić o dzieciach, że są okrutne i złośliwe. Prawda jest taka bowiem, że to my, dorośli takimi je uczyniliśmy. To my, dorośli, uczymy je, bezwiednie nie raz, że należy nienawidzić „pedałów” (ale przecież bez nich rower nie da rady mówi Zosia z 3a), że w sukience z Elzą wygląda się lepiej niż w nieco zdartych dżinsach, a wakacje w Grecji są lepsze od tych u babci na działce. Trochę też marzy nauczyciel o tym, żeby wszystkie dzieci miały przybory, zimowe buty i kanapkę w śniadaniówce. Nauczyciel ma koleżanki, które przynoszą do szkoły ubrania po swoich dzieciach i nieużywane zabawki, zdarzyło mu się samemu podarować uczniowi wyprawkę i oglądać w cudzych oczach wdzięczność pełną zażenowania. Wiecie, pokój na świecie, dobrobyt dla dzieciaczków, sprawny samochód, ciepła kawa i kanapka z szynką zamiast pasztetu, chociaż pasztety też bywają pyszne, ale wiecie… idzie o prestiż… Takie tam bajdurzenie…

Wśród tych wszystkich „nie”, „czasami” i „rzadko” jest wreszcie to, o czym naprawdę marzy nauczyciel. To tak proste i tak nieosiągalne zarazem. To tak dalekie, a tak potrzebne. Zasypiając i budząc się, teraz i zawsze, marzy nauczyciel o WOLNOŚCI. Być może wyda się to Wam dziwne, bo skoro ten konkretny nauczyciel napisał właśnie powyżej laurkę do swojego zawodu, to jakże tu wzdychać do wolności, czyżby ktoś go zniewolił? Widzicie, Kochani Czytelnicy, prawda jest taka, że to o wolność właśnie idzie w tych wszystkich publicznych dyskusjach o podstawach programowych, nadmiernej szkolnej biurokracji, przeciążeniu zawodowym, egzaminach i tym podobnych dziwadłach ze szkolnego systemu, które nic nie mówią postronnemu słuchaczowi. To o wolność idzie wreszcie w tym straszeniu, co to nauczycielowi się zrobi, gdy będzie nauczał o treściach niepożądanych, choć te zmieniają się z biegiem dekad i rządów.

Czymże jest ta wyśniona wolność dla nauczyciela? Cóż sądzę, że jest po prostu synonimem zaufania do jego pracy. Zaufania społecznego, zaufania ze strony organów kontrolujących, rodziców i ich dzieci. Polski nauczyciel, bo o takim marzycielu mi mówić wolno, bardzo potrzebuje, żeby mu zaufać. To śmieszne dla niektórych, jednak gdy oddajesz samochód do mechanika, nie stoisz nad nim i nie mówisz, co ma zrobić w jakiej kolejności. Rozliczasz go z efektów. Tymczasem w szkole już z tymi efektami bywa różnie… Czymże je bowiem zmierzyć? Egzamin, z którego rozlicza się uczniów i nauczycieli to tylko anonimowa kartka, nie mówi o tym, że Adam pięknie śpiewa, a Zosia była rewelacyjną wolontariuszką i organizowała wszystkie szkolne imprezy. Mówi za to o tym, że Marysia tak się denerwowała, że od tygodnia bolał ją brzuch, nie bardzo słuchała nagrania na angielskim, bo nie mogła się skupić. Niestety, system na siłę próbuje mierzyć to, o czym od lat wiemy, że jest niemierzalne, bo każdy uczeń osiągnie inne efekty w tym samym czasie. Wracając jednak do naszego nauczyciela, tego który się rozmarzył i znów pije zimna kawę, bo zapomniał, że ją sobie zrobił… Marzy mu się, aby nikt go nie rozliczał za to, czy realizuje tematy w odpowiedniej kolejności, bo przecież ostatnio, w 5a musiał się wrócić cały dział do tyłu, a w 6b trzeba by wrzucić coś dodatkowego, bo szkoda marnować potencjał dzieciaków zakochanych w Londynie i rysujących samą Jejmość Królową Elżbietę II na pierwszej stronie zeszytu. Marzy mu się, aby podstawy były podstawami, a nie księgą objętościowo przypominającą powieść. Dla niego ważne jest, że Amelka zamówiła na wakacjach we Włoszech posiłek dla całej rodziny. To nic, że nie użyła „Can I have..”, kiedyś zrozumie dlaczego to ważne, ważniejsze od reguł czasu present simple. Marzy mu się też, że po lekcji pokazowej nikt nie zbeszta go za to, że jego uczniowie nie podnosili rąk przed odpowiedzią. Nie rozumiecie – myśli nauczyciel – że w nauce języka nie wolno blokować komunikacji. Uczeń oczekujący na odpowiedź, zapomni co chciał powiedzieć, zawstydzi się, zniechęci. Niech mówią koślawo, odpowiadają sobie nawzajem, ale mówią. Gdyby będzie zbyt głośno dam im znać…

Marzy też nauczyciel, żeby o uczniu mówiło coś więcej niż słupki w dzienniku, żeby ktoś dostrzegł jego starania, małe kroki, małe sukcesy. Łatwo jest mieć olimpijczyków, gdy uczy się prymusów, czasem trudniej jest sprawić by uczeń nie został odrzucony, by mógł pójść dalej albo żeby nie zapomnieć o tym super zdolnym w tej jednej ze słabszych klas. Przecież świetny piekarz jest wart tyle samo, co inżynier budownictwa – myśli nauczyciel. Jego rolą jest zasiać ziarno i pozwalać mu rosnąć, uczyć systematyczności, promować pracowitość, cieszyć się z sukcesów, pocieszać przy porażce. Gdyby tylko nie musiał się tłumaczyć dlaczego w jego klasie jest tyle trójek… Przecież postawiłem też dwie piątki – pomyśli – naprawdę zasłużone… Marzy też nauczyciel, że sam będzie mógł wybrać przybory i sposoby nauczania, bo nawet bez nowoczesnych bajerów można zrobić super lekcję, jeśli tylko nie podcina się skrzydeł. I jeszcze, żeby osoby postronne wciąż nie ganiły go za to jak i czego uczy, a wierzyły, że rzetelnie traktuje swoją pracę…

Och, o tak wielu rzeczach jeszcze marzy nauczyciel, jednak zaręczam, że w większości sprowadzają się one do wolności właśnie. Nie, nie braku kontroli. Tylko głupiec utożsamia wolność z anarchią. Pragnie nauczyciel, jak każdy z nas zostać docenionym, dostrzeżonym, troszkę polubionym. Wiem też, Kochani Czytelnicy, że nauczyciel potrafi mieć naprawdę różne oblicza. Pracując już w zawodzie naście lat, a będąc w systemie jeszcze dłużej, mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że Ci nauczyciele, których najgorzej wspominacie, nie są złymi ludźmi, ba nie są nawet złymi nauczycielami. Moim zdaniem oni właśnie przegrali walkę z systemem, przestali marzyć, oślepli niczym niegdyś konie w kopalniach. Wciąż ciągną ten wóz, ale zapomnieli już dokąd jedzie, pragną tylko płatnego urlopu i swojej miski owsianki. To może okrutne, ale bardzo prawdziwe. Czy jest ich wielu? Nie wiem, jednak większość tych, których spotkałam to wciąż nauczyciele – marzyciele. Kreatywni, pomysłowi, niesamowicie łatwo przystosowujący się do coraz to nowych warunków, otwarci i tolerancyjni. Śmiejący się często, albo poważnie patrzący znad grzywek, kucyków i trwałych ondulacji, poważnie, ale z chochlikiem w oku. Poszukujący, jeden krok na przód, dwa kroki w tył. Troszkę zbaczają z toru gdy woźnica zaśpi, bo czemuż nie pokazać pasażerom edukacyjnego wozu jak pięknie kwitną symboliczne kwiaty nad symboliczną rzeką?

Mam nadzieję, że i Wy, Kochani Czytelnicy, spotkaliście kiedyś na drodze nauczyciela marzyciela. Chętnie poczytam jeśli chcecie mi o tym opowiedzieć 🙂 Ja spotkałam, niemal na pewno dlatego właśnie zostałam jednym z nich. Mam wielką nadzieję, że tak kiedyś zostanę zapamiętana, jako ta, która wciąż marzyła, wciąż szukała, była obok po prostu. Mam nadzieję, że jestem tym nauczycielem, którego sama chciałabym mieć. W Dnu Edukacji Narodowej życzę więc wszystkim nauczycielom… nie przestawajcie marzyć i ku tym marzeniom idźcie ;P

Ps. Wszystkie sytuacje i imiona wybrane są przypadkowo, a ich podobieństwo do prawdziwych przypadków jest zupełnie nie zamierzone 😀

Ps. 2. Użycie męskiej formy wyrazu „nauczyciel” jest zupełnie świadome. To nauczyciel symboliczny, postać z moich przemyśleń, choć jak się pewnie prawidłowo domyślacie, że ma głównie moje cechy i opinie 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s