Kiedy jest Winden, czyli witajcie w mrocznym świecie „Dark”

Kolaż plakatów do wszystkich sezonów "Dark" od lewej: sezon pierwszy i Jonas w żółtej kurtce przed jaskinią, sezon drugi i Jonas w stroju posapokaliptycznym przed jaskinią, sezon trzeci i JOnas z Martą przed wejściem do jaskini na wyjałowionym terenie
Źródło zdjęć: tutaj

Rzadko bywa, Kochani Czytelnicy, żeby tytuł serialu, tak dokładnie i przebiegle potrafił go opisać i to na bardzo wielu płaszczyznach, zwłaszcza jeśli, jak w tym wypadku, składa się z, ni mniej ni więcej, tylko jednego słowa. Tymczasem tytuł niemieckiego serialu „Dark” mówi nam o nim właściwie wszystko, choć nie zdradza ani jednej jego tajemnicy…

Z jednej strony faktycznie chodzi tu o tę dosłowną ciemność, widoczną w spłowiałych kolorach kolejnych scen i deszczowych plenerach, w tym, chciałoby się powiedzieć, zapomnianym przez Boga i ludzi, niemieckim miasteczku, nieustannie spowitym cieniem, w dosłownym i metaforycznym znaczeniu tego słowa. Chodzi także o tę samą ciemność  subtelniej nieco czającą się w smutnych spojrzeniach jego mieszkańców, szczelnie owijającą ich dusze, kierującą ich losem…

Z drugiej strony chodzi dokładnie o ten rodzaj mroku, ten nieokreślony smutek, który zakrada się do naszej własnej duszy, gdy śledzimy historię zataczającą coraz szersze kręgi, sięgającą w coraz to mroczniejszą otchłań wszystkiego, do czego zdolny jest człowiek.

Ostatecznie chodzi też po prostu o ciemność, w której widz porusza się po omacku, bo tutaj nic nie jest jasne, wszystko odsłania się stopniowo, po kawałeczku, dokładnie tak, jakbyśmy próbowali przejść labirynt, oświetlając sobie drogę zapałką …

Jeśli pójdziecie ze mną kroczek dalej, Kochani Czytelnicy, jeśli zechcecie się w tę ciemność na chwilkę zanurzyć, bądźcie pewni, że na swojej drodze napotkacie spoilery. Nie wielkie i ważne, ale jednak… Głęboko zatem rekomenduję odrzucenie wszelkich recenzji i wyjaśnień, w tym mojego pełnego zachwytów tekstu, do czasu aż samodzielnie  popłyniecie wraz z fabułą 🙂

Gdzie ja to już widziałam…, czyli nie daj się zwieść pozorom

Pod koniec 2017 roku Netflix wypuścił niepozorny niemiecki serial zatytułowany „Dark”. W połowie roku 2020 jego trzeci sezon jest jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń popkulturalnych, niemal premierą roku. Jak mogło się to udać, w takim krótkim czasie, przy tak specyficznym przekazie, osiągnąć taki status, który niemal podpalił grupy i blogi, nie wspominając o ludzkich umysłach…? Czy na naszych oczach właśnie powstało jedno z tych kultowych dzieł, które wyznaczają później ścieżki, stając się nieskończoną inspiracją? Wiecie, oglądając niegdyś „Miasteczko Twin Peaks” albo zniesławiony zakończeniem „Lost”, nikt z nas nie myślał: „ależ to będzie kultowy serial” … 🙂

Tymczasem kiedy po raz pierwszy odwiedzamy Winden i jego mieszkańców, wydaje się, że przed nami rozgrywa się kolejna odsłona dobrze znanej historii. Obserwujemy więc pewną zamkniętą społeczność, wyraźnie odizolowaną od reszty świata. To ciekawe zresztą, że przez cały czas trwania serialu społeczność ta jest do tego stopnia symbiotyczna i odseparowana, że nawet przez chwilę nie zastanawiamy się chociażby nad tym,  w której części Niemiec się znajduje.

Od początku, zupełnie tradycyjnie, daje się nam do zrozumienia,  że wszyscy się tu znają, mają ściśle przydzielone role społeczne, od wyrzutka, przez lokalnego wariata, po szanowaną rodzinę,  i jednocześnie, jakże by inaczej, każdy tutaj coś ukrywa. Dodatkowo, nasi bohaterowie, „gotują się w swoim sosie” od pokoleń, więc na tę sieć powiązań nieustannie wpływa przeszłość naszych bohaterów. Zaś na horyzoncie  groźnie majaczy cień elektrowni atomowej, która jest głównym „żywicielem” tutejszych mieszkańców …

Przy stole w jadalni w domu Nielsenów, na stole typowe śniadanie, płatki sok, bułki i owoce, przy stole siedzą Mikkel Nielsen w stroju imitującym szkielet, Ulrich Nielsen w dresie do biegania, stoi Katharina Nielsen w dżinsach, koszuli i swetrze. Z tyłu pamiątki i bibleoty na półkach i na gzymsie kominka.
Bardzo mi się podoba, że ludzie z Winden są przedstawieni dość zwyczajnie. Posiadają całkiem normalne sprzęty, ich podłogi i drzwi okrutnie skrzypią, a deszcz spada z dachu z głośnym dudnieniem. W pokojach nastolatków na ogół panuje bałagan, a wygląd bohaterów jest po prostu typowy, nawet jeśli są najbardziej pożądaną partią w miasteczku 😉 Łatwiej jest się z takim obrazem zaprzyjaźnić, łatwiej go zrozumieć niż wtedy, gdy kreuje się atmosferę doskonałości, co nader często się zdarza we współczesnych serialach.

Rzecz jasna, w chwili, gdy spotykamy naszych bohaterów, delikatna konstrukcja utrwalonej od dawna gry pozorów i codziennych rytuałów, zostaje zburzona przez kolejne tragiczne wydarzenia. W ciągu zaledwie pierwszego odcinka jesteśmy świadkami samobójstwa pewnego mężczyzny, a następnie zaginięcia dziecka, syna lokalnego policjanta Ulricha i dyrektorki jedynej w Winden szkoły, Kathariny. Wkrótce dociera do nas informacja, iż jest to kolejne już zaginięcie chłopca w tym naprawdę niewielkim miasteczku,  zaś ojciec naszego zaginionego dokładnie 33 lata wcześniej stracił brata, który również zaginął w tajemniczych okolicznościach. Jak się zapewne domyślacie, wszystkie te wydarzenia są ze sobą bardzo ściśle powiązane…

W momencie gdy zrozpaczony Ulrich, rzeczony policjant,  wykrzykuje: „To nie są papiery na Twoim biurku, to mój syn!”, zdaje nam się, że już rozpracowaliśmy schemat.  Dalej już wiadomo co się stanie… Oczywiście pojawi się jakieś ciało, oczywiście znajdzie się i tajemniczy nieznajomy, który ewidentnie coś ukrywa, a także lokalny dziwak, podejrzany samotnik, który wyraźnie ma nie po kolei w głowie. Oczywiście, że podejrzenia są konsekwentnie kierowane na konkretnych mieszkańców, bo okazuje się, że małżeństwa wcale nie są tak szczęśliwe, a młodzieńcza miłość wręcz przeciwnie, podobnież jak i bunt młodych przeciw zakłamanej tradycji starszych, całe zaś miasteczko tętni podskórnym żalem i podejrzeniami, bo oto raz na zawsze zostało zachwiane cenne status quo…  Rzecz jasna, mamy także niewinnego, a może naiwnego, bohatera, kreowanego na centralną postać opowieści, którego naprawdę lubimy niemal od pierwszego wejrzenia, głównie dlatego, że zdaje się nic nie ukrywać, a który z determinacją, zdziwieniem i bólem, odkrywa kolejne kawałki układanki…

Zmoczona grupka młodych nohaterów serialu Dark, są smutni i przestraszeni

Zdawałoby się, że widziałam to już przynajmniej naście razy… tyle, że… nie 🙂 To wszystko bowiem, moi Kochani Czytelnicy, to pozory. Wszystkie te, trzeba przyznać, oklepane motywy, zostają tu bowiem niejako odczarowane, usypiają naszą czujność pewnością, że choć nie znamy szczegółów, doskonale wiemy w która stronę podąży historia, tymczasem ona raz po raz zakręca w zupełnie niespodziewaną stronę…. Tym bardziej, że sama opowieść jest rozciągnięta na kilka planów czasowych i skomplikowana do tego stopnia, że niektórzy zasiadają do oglądania tego serialu z notatnikiem, tworząc równie skomplikowaną sieć notatek i diagramów lub też powracają  doń po kilkakroć, ze zdziwieniem odkrywając coraz to więcej szczegółów podczas kolejnych seansów.

„Dark” okazuje się bowiem ostatecznie jednym z tych seriali, które nie sposób streścić prawidłowo, gdyż zawsze podaje się tych informacji zbyt mało lub zdecydowanie zbyt wiele. Należałoby teraz bowiem dodać, że w grę wchodzą także podróże w czasie i bardzo poważne ich konsekwencje oraz majacząca na horyzoncie katastrofa ekologiczna, a tymczasem ludzi wciąż najbardziej interesuje kto komu i kto z kim, chociaż najważniejsze jest przecież kiedy.  Jeżeli Wam się teraz wydaje, że właśnie poczęstowałam Was masywnym spoilerem, to jesteście w błędzie, bo żadna z podanych powyżej informacji, choć dość charakterystyczna, nie jest w stanie zdradzić zbyt wiele, dopóki odbiorca sam nie zdecyduje się wniknąć w świat stworzony przez twórców „Dark”.

Nagłówek ficyjnej gazety Windener Tageblatt, z tytułem "Wo ist Mikkel", zamienionym na "Wann ist Mikkel"
Gdzie Kiedy jest Mikkel…..?

Sądzę, że to właśnie ta niemożność porządnego streszczenia fabuły sprawia, że zachwyceni widzowie, pragnąc polecić tę serialową perełkę innym, uciekają się do najstarszego triku świata, czyli zestawiają go z innymi produkcjami. Niestety, nawet i ten zabieg w tym przypadku po prostu zawodzi. Niewystarczająco wiele wspólnego ma bowiem „Dark”  z tradycyjnym „who-dunit” rozgrywającym się w niewielkiej, zamkniętej społeczności, zaś wspomnienie lat osiemdziesiątych to zbyt mało, aby połączyć go z napęczniałym kolorami i nostalgią „Stranger things”, z którym to serialem nazbyt często się go błędnie zestawiało w czasie, gdy jak magik z kapelusza, Netflix zaserwował nam tę niemiecką produkcję po raz pierwszy. Przewijające się przez cały serial hasło „alles ist verbunden” (tj. wszystko jest połączone) czy też wątek podróży w czasie, w sposób niewystarczający łączy go także z innymi produkcjami z gatunku science – fiction, które często wymienia się w recenzjach tego serialu.  Cóż…, świat „Dark” sprawnie sięga po dobrze znane wątki i nieustannie się z czymś kojarzy, jest jednak przedziwnie świeży i unikatowy, stanowi nie tylko wyśmienitą rozrywkę, ale i wyzwanie dla widza. Osobiście od dawna już nie oglądałam  serialu z taką fascynacją i zaangażowaniem, jak kolejne sezony „Dark”, więc i moje porównania pewnie spełzłyby na niczym… Niemniej jednak, bez żadnej przesady, muszę Wam powiedzieć, że premiera trzeciego sezonu tego serialu była jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie popkulturalnych wydarzeń w tym roku i z całą pewnością mnie nie zawiodła.

Alles ist miteninander verbunden*, czyli mistrzowski poziom dbałości o szczegóły 

*Wszystko jest ze sobą połączone

Reżyser Baran Bo Odar i scenarzystka Jantje Frieze, czyli twórcy „Dark”, stworzyli nieszablonową, wielowątkową i skomplikowaną historię, która jednak w przedziwny sposób stanowi całość. Już sama tylko liczba postaci pojawiających się na ekranie, naturalnie wyposażonych we własne problemy, dramaty i tajemnice, przyprawia co najmniej o zawrót głowy. Niesamowicie łatwo zgubić się w Winden, choć zdaje się ono składać z kilku przecznic, jednego wielkiego skrzyżowania i niemniej uczęszczanego skrótu przez las. Sieć zależności pomiędzy jego mieszkańcami, nie tylko tych genealogicznych, z czasem okazuje się tak skomplikowanym organizmem, że Netflix, tuż przed premierą drugiego sezonu, tworzy dedykowaną widzom stronę, wyraźnie zmodyfikowaną i uzupełnioną po premierze sezonu trzeciego, precyzyjnie wyjaśniającą, którą częścią całości są nie tylko poszczególnie bohaterowie, ale także miejsca czy nawet przedmioty. Początkowo bowiem wydaje się, że przy odpowiedniej dozie skupienia, nie mamy raczej problemów z podążaniem za fabułą, krok po kroku, obraz po obrazie, aż wszystko ułoży się nam w całość. Moim skromnym zdaniem, zawdzięczamy to właśnie drobiazgowo przemyślanej   konstrukcji tego serialowego świata,  w której wszystko ma swoje miejsce i… oczywiście, swój czas. Jednak im dalej pójdziemy, tym bardziej skomplikowane stają się wzajemne powiązania przedmiotów i ludzi, więc wszelka pomoc jest zdecydowanie na plus.

Drewniana tablica, z symbolami i zdjęciami wszystkich nbohaterów serialu Dark, ułożonych w grupy rodzinne
Z tym, ze pomoc w tym przypadku potrafi być bardziej skomplikowana niż nasze własne pomysły… 😛

Twórcy serialu wykazują się tutaj przede wszystkim niesamowitą wprost dbałością o szczegóły. Nie zamierzam przez to powiedzieć, rzecz jasna, że nie popełnili żadnych błędów, jednak ich wyjątkowa staranność, nawet w tak drobnych zdawałoby się sprawach, jak dobór wzoru tapety czy kolor pionka do gry, sprawia, że puzzle ostatecznie układają się w dość spójny obraz. Do tego niesamowitą wprost przyjemnością okazuje się odkrywanie tych drobiazgów i tego, jak łączą się z całością nie tylko fabularnie, ale i na poziomie refleksji i przekazu dla widza. Tylko w tak dogłębnie przemyślanym świecie, możliwe jest odkrycie, że nie bez znaczenia jest, gdzie kieruje swój wzrok średni Jonas, czy zamartwianie się obecnością tudzież nieobecnością krzyżyka w kalendarzu.

Naszą uwagę ostatecznie przyciągają jednak nie tylko poszczególne postacie i relacje pomiędzy nimi, ale także mnogość zawiłych symboli, którymi zostajemy otoczeni w sposób celowy i zaplanowany. Jeśli tylko zechcemy je zgłębiać, pięknie wpiszą się w opowieść, sporo wyjaśnią i, rzecz jasna, jeszcze więcej zagmatwają. Co prawda, główną oś tej historii wciąż  stanowią  kolejne konspiracyjne czy też (pseudo)naukowe teorie,  prowadzone, o dziwo, w możliwie jak  najbardziej logiczny i konsekwentny sposób, skupione na refleksji nad bezpieczeństwem stosowania energii atomowej czy też konsekwencjami ewentualnych podróży w czasie, na czele z tzw. paradoksem bootstrap i pętlą przyczynową.

Człowiek siedzący za biurkiem patrzy na dwie maszyny czasu

Jednocześnie mają twórcy „Dark” ambicje sięgnąć dalej i przekazać  kilka ważnych prawd, skłonić do głębokiej refleksji, stawiając ważne i trudne pytania. Cała fabuła zostaje bowiem dość mocno osadzona wokół koncepcji determinizmu i  hermetyzmu. Przez wspomnianą wyżej, mniej lub bardziej subtelną sieć symboli, których znaczenie jest mocno związane z losem bohaterów oraz ukazywanie ludzkich motywacji, działań i tychże konsekwencji, na różnych etapach ich życia, stawia nas „Dark” wobec odwiecznych ludzki dylematów.

Wraz z bohaterami, którzy niejednokrotnie wyraźnie artykułują pytania z końca naszego języka, zastanawiamy się czy posiadamy wolną wolę i możemy skutecznie wpływać na wszystko, co nas spotyka, czy też jesteśmy z góry skazani na odgrywanie przyjętego scenariusza napisanego prze los? Fatum? Boga? Przeznaczenie? Czy możliwe jest, aby człowiek był z gruntu zły lub też z gruntu dobry, czy też, gdyby problem odnieść właśnie do jednej z najważniejszych zasad hermetyzmu, w każdej rzeczy od zawsze istnieją obydwa te pierwiastki? Od czego zatem zależy, na który koniec szali przechyla się nasz wewnętrzny kompas? Czy nasza motywacja jest ważniejsza od efektów naszych działań, innymi słowy, czy cel uświęca środki? Czy każda z naszych decyzji spowoduje nieodwracalne konsekwencje, które w odwiecznej pętli czasu wpłyną na to co już było, co jeszcze jest i co wkrótce będzie…? Wreszcie, w świecie, w którym możliwe byłyby podróże w czasie, czy to co się zdarzyło, musi się zdarzyć, nawet jeśli teraz już wiemy więcej? Czy jednak potrafilibyśmy pogodzić się ze stratą?

Mężczyzna i kobita, Jonas i Martha, stoją na przeciw siebie w tunelu czasoprzestrzennym
Cóż, „Dark” mnoży pytania nie tylko fabularne, ale i egzystencjalne, jednak na żadne z nich zdaje się nie odpowiadać. Wzbudza niepokój, burzy umysł, jednak na pewno nie  podaje łatwych rozwiązań…

Dbałość o szczegóły w „Dark” to także niezwykle sugestywne plenery , poszarzałe, mgliste, wypłowiałe, tonące w deszczu, co ciekawe realizowane w różnych tonacjach kolorystycznych na różnych planach czasowych, wśród których wyraźnie wyróżnia się żółć i czerwień celowo przypisane niektórym postaciom. Zaskakuje jednak nie tylko przedziwna kompatybilność i jednoczesna rozdzielność budowanych przez cały serial światów.  To także dbałość o oprawę muzyczną, która od czołówki po dobór utworów, wprowadza człowieka w nastrój  nieustannego oczekiwania na katastrofę, przytłacza go smutkiem, uderza nabrzmiałymi od emocji głosami. Dzięki doborowi utworów zostajemy wyposażeni w trudny do zignorowania ładunek emocjonalny, który sprawia, że choć teoretycznie wszystko jest w porządku, od pierwszych niemal minut czujemy niepokój unoszący się tuż pod powierzchnią sprzedawanych nam gładkich obrazów…

Jednocześnie, ta niezwykła dokładność i złożoność „Dark”, która absolutnie mnie zachwyciła, oznacza, że satysfakcjonująca wizyta w miasteczku Winden bez reszty pochłonie przynajmniej kilkadziesiąt cennych godzin Waszego życia, bo uważność jest kluczem do czerpania przyjemności z tej produkcji. Twórcy „Dark” bezgranicznie ufają w inteligencję widza i subtelnie prowadzą go przez kolejne etapy odkrycia prawdy, jednak wymagają od niego w zamian naprawdę dużego zaangażowania. Jeśli szukasz prostej rozrywki na wieczór, to jednak nie w tym zakątku Netflixa, Kochany Czytelniku.

Figury z krwi i kości, czyli kim są mieszkańcy Winden

W naprawdę wielu recenzjach „Dark” pojawia się zarzut, wedle którego, z powodu nagromadzenia zdarzeń i postaci, a także ich wersji, bardzo trudno jest nawiązać relację z bohaterami tej opowieści. Każdy z nich jest ważny dla fabuły, każdy jest powiązany z innymi, choć czasem wiemy o tym tylko my – widzowie. Każdy z nich jest bowiem pewnego rodzaju figurą, której zadaniem jest przekazanie widzom jakiejś części prawdy i ta funkcyjność zabija w nich ten konkretny pierwiastek ludzki, który sprawia, że chcemy się z daną osobą utożsamiać, że ją lubimy albo jej nie znosimy.

Bardzo trudno jest ten zarzut obiektywnie obalić. Faktycznie ilość intryg i skomplikowanych powiązań sprawia, że w większości patrzymy na konkretnych bohaterów przez pryzmat tego kto jest kim dla kogo, bardziej zadaniowo niż problemowo. Na taką umowność postaci wpływa także szczególnie staranny dobór imion lub/i nazwisk większości z nich, zgrabnie nawiązujących do odpowiednich wątków filozoficznych lub prezentujących wielce znaczącą grę słów, zwłaszcza w kontekście ich miejsca na szachownicy zwanej Winden. Zgodziłabym się zatem z prostym faktem, wedle którego w zasadzie niemożliwością jest, w tak spiętrzonej i rozległej intrydze, stawiającej tak ważne pytania, uformować pełnokrwiste ludzkie postaci, których los będzie obchodził widza bardziej niż rozwiązanie zagadki czy też ogólna refleksja nad jakąś konkretną kondycją ludzkiej natury.

Dwóch mężczyzn, starszy, z plecakiem i walizką, oraz młodszy w żółtej kurtce, siedzą na ławce na cmentarzu, za nimi widać drzewa i kościół,

Jednocześnie jednak nie do końca jestem w stanie zgodzić się z tąż właśnie obiektywną argumentacją (w końcu paradoksy myślowe to dla widzów „Dark” bułka z masłem 😛 ). Twórcy „Dark” bowiem, moim zdaniem, postąpili z postaciami dokładnie tak samo, jak z konstrukcją całego świata przedstawionego. Odkrywamy zatem każdą z nich bardzo powoli, teoretycznie zupełnie chaotycznie. Oglądamy je niczym okazy pod mikroskopem, przyglądając się kolejnym  wydarzeniom z ich życia, znów skupiając się na szczegółach, zbliżeniach i kawałkach układanki. Ostatecznie jednak zataczamy coraz szersze kręgi, zahaczamy o różne plany czasowe, różne światy i miejsca, i coraz lepiej rozumiemy naszych bohaterów, ich wzajemne powiązania, podskórne żale i animozje. Z chwilą, gdy zaczynamy rozumieć motywacje naszych bohaterów, to, co napędza ich do działania, przestają być dla nas obojętni, zastanawiamy się nad ich losem, czegoś im życzymy, a przed czymś innym chcielibyśmy uchronić. Z takiego punktu widzenia, niesamowicie udanym zabiegiem okazują się moje absolutnie ulubione sceny,  które w otoczeniu sugestywnej oprawy muzycznej równolegle prezentują poczynania naszych bohaterów w jednym wybranym momencie. Przez tę jedną chwilę skupiamy się właśnie na nich, na ich refleksjach i uczuciach. Przez ten jeden moment te figury są osobami z krwi i kości, przeżywamy ich złość, ból, upokorzenie, czasem przypływ miłości czy namiastkę radości i dociera do nas, że ostatecznie stały się dla nas jedynie figurami dlatego, że choć sami jesteśmy zagubieni, wiemy znacznie więcej niż oni.

Dziewczynka w dzierganej czapce imitującej liska styka się czołem w geście miłości z kobietą w krótkich włosach, jej matką
Być może to prawda, że trudno kibicować któremukolwiek z bohaterów „Dark”, bo każdy z nich jest na swój sposób skrzywiony. Z czasem jednak rozumiemy już coraz więcej i poznając ich przepełnione cierpieniem losy, rozumiemy skąd rzeczone skrzywienie wynika, bo są one niczym niewyraźne odbicia na tafli jeziora, ruchome i nieuchwytne…

Nawet jeśli ich nie kochamy, ostatecznie nie jesteśmy w stanie przejść obok dramatów i szaleństw bohaterów tego serialu zupełnie obojętnie, a to już naprawdę  świetny zalążek budowania relacji. Według mnie, nawet w trzeciej serii, którą oskarża się, znów na poły słusznie, o bardzo słabe wprowadzenie i przedstawienie postaci, wciąż jesteśmy w stanie stworzyć relację. W każdej z nich bowiem pobrzmiewa to dobrze znane echo, nieustanne deja vu, dzięki któremu w przemożnej większości znamy je już dobrze, nawet jeśli oglądamy je na ekranie po raz pierwszy.

Dodatkowo, co dla mnie jest szczególnie interesujące w budowaniu postaci w „Dark” to fakt, że żadna z nich nie jest ostatecznie zdefiniowana. Z mojego punktu widzenia, było to niesamowicie odświeżające doświadczenie. Ponownie twórcy „Dark” zapraszają widza do gry z oklepanym motywami. Od początku niemal wyraźnie zostaje nam zasugerowane, która z postaci jest bohaterem pozytywnym, a która negatywnym. Od koloru stroju, przez zabawę z makijażem, bliznami i znamionami czy też muzycznym tłem, aż wreszcie po jasno przechylające szale uczynki, w naszej głowie uruchamiają się wszystkie skojarzenia jakimi nakarmiła nas popkultura i powoli układamy sobie w głowie komu należy kibicować, a kogo nienawidzić.

Tyle, że wraz z rozszerzeniem obrazu, poznaniem motywacji naszych bohaterów, które w zastanawiający sposób potrafią się okazać nagle nie do końca ich własnymi motywacjami, role potrafią się diametralnie odwrócić, a nasza miłość i nienawiść przemieścić się kilkukrotnie… Może się na przykład okazać, że femme fatale ma twarz dziewczyny z sąsiedztwa 😉 Przewrotność początkowej sugestii potrafi doprawdy zupełnie człowieka wyprowadzić z równowagi. 

Kolaż zdjęć - ksiądz w kapeluszu, Noah, mężczyzna z poranioną twarzą, Ulrich, mężczyzna z blizną z lewej strony, Helge
W „Dark” należy odrzucić wszystko co oczywiste, przede wszystkim dualistyczny podział świata na dobro i zło, także w kwestii postaci… Tymczasem, gdy się jest na początku drogi, tak, jak na powyższym kolażu zdjęć trójki bohaterów serialu, łatwo jest wskazać czarny charakter.

Warto zaznaczyć tutaj, że w tak skomplikowanej machinie, jak społeczność Winden,  ukazana na tak wielu planach czasowych, gwarancję ostatecznego zrozumienia ważnych zależności stanowi w „Dark” fenomenalny casting. Zachwyty nad pracą wykonaną w tym zakresie przez Simone Bär to chyba jedyny element łączący absolutnie wszystkie recenzje tego serialu. Przy czym mowa tu nie tylko grze aktorskiej stojącej przecież na naprawdę wysokim poziomie…

Zanim zagłębiłam się w liczne materiały zza kulis tego serialu, byłam święcie przekonana, że, z małymi wyjątkami, podobieństwo bohaterów w różnych etapach ich życia, to zasługa zmyślnej charakteryzacji. Tymczasem okazuje się, że kolejne „wersje” tego samego bohatera, grają zupełnie inne osoby, a charakteryzacja pozostaje co najwyżej na etapie dodania soczewek kontaktowych, doklejenia pieprzyka czy ukształtowania charakterystycznej blizny.  To zupełnie niesamowite, że aktorzy grający tę samą postać w różnym wieku, są nie tylko doskonale podobni fizycznie, ale i przygotowują się na tyle dokładnie, aby konsekwentnie naśladować charakterystyczne ruchy, tiki czy grymasy  konkretnego bohatera, od jego lat dziecięcych po starość. Dzięki temu, nawet jeśli komuś sprawia kłopot zapamiętanie niemieckich nazwisk i imion (dla mnie początkowo piekielnie trudne było ustalenie kto pochodzi z której rodziny), nawet przez chwilę nie mamy wątpliwości, którą z postaci właśnie oglądamy.

Ulrich Nielsen jako nastolatek, mężczyzna w sile wieku i starzec - kolaż
Ulrich Nielsen jako nastolatek (Ludger Bökelmann), mężczyzna w sile wieku (Oliver Masucci) oraz starzec ( Winfried Glatzeder). Nie wiem czy Wy także to dostrzegacie, ale ich podobieństwo wychodzi poza cechy fizyczne już nawet na fotografii, nie mówiąc o konsekwentnej budowie postaci buntownika, któremu przeszłość nie daje spokoju od samego początku.

Casting był do tego stopnia doskonały, że fani potrafili się zdenerwować na nieodpowiedni kolor oczy bohatera. Gdyby podobieństwo nie było tak szokująco dobre, zapewne nie zwrócono by nawet na to uwagi. Bardzo interesujące jest także to, że na podstawie podobieństwa poszczególnych postaci fani starali się rozgryźć kolejne, dotąd nieujawnione, tajemnice świata „Dark” pomiędzy kolejnymi seriami. Przykładowo, jeśli ktoś nie został nam przedstawiony, to właśnie jego rysy twarzy stały się dla nich podstawą do ustalenia jego tożsamości. Bywa też tak, że rzucone w jednym z dawniejszych odcinków zdanie, jakiś niepozorny dialog, właśnie ze względu na fenomenalne podobieństwo różnych wersji tej samej postaci, nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Bartosz Tidemann w starszej wersji
Ten mężczyzna pojawił się w drugim sezonie, jednak jego tożsamość nie została  wówczas ujawniona. Od pierwszej chwili jednak fani podejrzewali, ze może nim być Bartosz właśnie ze względu na rażące podobieństwo tych postaci.

Fanów teoria wszystkiego, czyli wartość dodana „Dark” 

Skoro wspomniałam już o fanowskich teoriach, to koniecznie muszę Wam opowiedzieć o tym, co uważam za jedną z największych wartości dodanych serialu „Dark”… Widzicie, współczesne produkcje serialowe „żyją” bardzo krótko. Dzieje się tak z wielu powodów, co jest zresztą obszernym tematem na zupełnie inną okazję. Dość powiedzieć, że ogromna ilość wartościowych serialowych propozycji, w niemal każdym z gatunków i możliwość oglądania serialu hurtem, bez nieznośnego, co najmniej tygodniowego,  oczekiwania na rozwiązanie cliffhaner’ów, sprawia, że widzowie nie tylko inaczej je odbierają, ale także reagują zupełnie inaczej niż zaledwie kilka lat wcześniej. Dodatkowo, moim zdaniem, nieco zmalał popularność typowych procedurali, na rzecz seriali kilu – kilkunasto odcinkowych sezonów, które dość trudno omawiać w kontekście odcinków, a raczej należy traktować jako całość. Ostatecznie, aby uniknąć nieznośnych spoilerów i zachować przyjemność ze świeżego spojrzenia na daną produkcję, należałoby „uporać się” z nią w jak najszybszym tempie i natychmiast wyrazić swoje zdanie publicznie, naturalnie jeśli mamy w zwyczaju to w ogóle robić. W przeciwnym wypadku może się okazać, że ktoś inny powiedział już wszytko, a my możemy co najwyżej powtórzyć to, co właśnie stało się oczywiste. Naprawdę trudno znaleźć tutaj pole do zażartej dyskusji czy budowania różnorodnych teorii. Wypowiadamy się raz na zawsze, obowiązkowo pomarudzimy nad zakończeniem i ruszamy dalej… Ewentualne dyskusje ograniczają się zatem obecnie do rozmyślań nad tym, czy pojawi się kolejny sezon ukochanej produkcji i czy udźwignie on poziom serii, co się niestety zdarza niezbyt często. Złośliwi twierdzą nawet, że obecnie zamiast czekać tydzień na kolejny odcinek, czekamy rok na kolejny sezon, a uczucie i tak pozostaje to samo…

Jonas, chłopak w żółtej kurtce z nowoczesną kulistą lampą przeciska się przez wąskie przejście jaskini na kolanach

Tymczasem pewna wyjątkowość „Dark” na pewno jest związana z faktem, że kolejne sezony nie są dopisywane niejako na siłę dlatego, że serial okazał się „czarnym koniem” platformy i podtrzymanie zainteresowania widzów może przynieść ogromne zyski. Wedle zapewnień Barana Odara i Jantje Frieze, był on bowiem od początku rozplanowany na trzy sezony. Tak, jak można by dyskutować z ich jakością, nie można za to odebrać im pewnej spójności i logiki, które w tak dużej ilości komplikacji mogą być jedynie efektem przyjęcia określonego planu.

Mimo to, stworzony dla najbardziej chyba popularnej platformy streamingowej „Dark” w żaden sposób nie wyłamuje się z powyżej przedstawionego schematu. Oto przed nami wypuszczone w jednej całości sezony, wciągające i niepokojące, idealne do binge – watchingu, szeroko omawiane tuż po premierze… Pod niemal każdą ich recenzją niemal natychmiast pojawiają się błagania widzów o polecenie kolejnej propozycji, która wypełni pustkę po zbyt szybkim obejrzeniu tego serialu. Mimo to, starania twórców, ich dokładność w tworzeniu rozbudowanej opowieści, subtelnie rozmieszczone wskazówki i tropy, sprawiają, że wokół serialu zbiera się pokaźna grupa fanów…

„Dark” daje im to, do czego tęsknią niegdyś stali bywalcy forów internetowych, czyli genialną pożywkę dla wyobraźni. Każdy najdrobniejszy element pojawiający się w serialu jest przez nich omawiany i dyskutowany. Z ekscytacją dzielą się swoimi odkryciami i teoriami, poszukując odpowiedzi na pytania, z którymi serial  zostawia swoich widzów. To naprawdę niesamowite, czego ci prawdziwi wielbiciele, nieskończenie cierpliwie oglądający kolejne epizody, wciąż od nowa, niemal na stop klatkach, potrafią się doszukać w najdrobniejszych szczegółach świata przedstawianego. To oni analizują imiona i nazwiska, obrazy, zdjęcia i rysunki, to oni zestawiają dialogi bohaterów i tworzą drzewa genealogiczne, to oni wreszcie tworzą najbardziej fantastyczne teorie i wyjaśnienia losu mieszkańców Winden. Co prawda, ostatecznie okazuje się, że przewidywania się nie zawsze sprawdzają, tym bardziej, że twórcy „Dark” rozsiewają całkiem sporo fałszywych tropów, zdając się rewelacyjnie bawić archetypami i powracającymi motywami, jednak w żaden sposób nie zabiera to fanom przyjemności czerpanej z ich tworzenia.

kolaż 2
Tak oto powstał świat … dla zagorzałych fanów „Dark” 😉

Bez najmniejszego wysiłku można więc odnaleźć w internecie wszystkie najważniejsze teorie dotyczące „Dark”, próby rozgryzienia paradoksów czasowych, poplątanych koligacji rodzinnych i starożytnych symboli, a także szczegółowe analizy zdjęć i wskazówek beztrosko porozwieszanych na nieco zbyt dużej ilości ścian, którymi przed premierą kolejnych sezonów karmili się fani. Daję głowę, że będą się karmili nimi jeszcze przez długi czas… Moim zdaniem, to właśnie paląca potrzeba odpowiedzi na niewyjaśnione pytania, jednocząca fanów, którzy naturalnie na wszystko mają swoją własną teorię, to największa wartość dodana całej produkcji. Przy czym nie chodzi tu po prostu o zbudowanie fandomu wokół serialu. W zasadzie każdy serial ma swoich wiernych fanów, który cierpliwie będą przekonywać innych o jego wyższości nad innymi produkcjami. „Dark” zdecydowanie posiada jednak ten sam potencjał, który miało niegdyś „Lost”. Jeśli do nas przemówi, sprawi, że raz po raz będziemy poszukiwać wyjaśnienia wątków, dyskutować na ich temat z innymi fanami, przedłużając życie tego serialu poza jego standardowe „pięć minut” sławy.  „Dark” potrafi wyprowadzić naszą wyobraźnię poza shipowanie bohaterów czy zachwyty nad grą aktorską, poza dobrze znane złoszczenie się na zakończenie, które natychmiast wywoła lawinowa reakcję jego obrońców…

Muszę Wam powiedzieć, że choć sama zostałam wielką fanką tego serialu, to jednak jestem raczej obserwatorem tego typu dyskusji. Jednocześnie jestem absolutnie zdumiona jak wiele potrafią się fani doszukać w najdrobniejszych szczegółach i jak wiele ich teorie i wiedza, którą ze sobą przynoszą, wzbogaca świat tego serialu. Z drugiej strony to  fascynujące, jak ważni stali się bohaterowie tego serialu dla nas, jego fanów. Dodatkowo, ponieważ konstrukcja wydarzeń nieustannie zostawia widza z pytaniami, rewelacyjnie jest móc owe wątpliwości po prostu omówić, niejako poddać burzy mózgów, a następnie obserwować czy faktycznie rozwiną się one według naszych przewidywań…

„For neither ever nor never goodbye”*, czyli czy dziś też musimy narzekać na zakończenie

*Cytat pochodzi z utworu Appart „Goodbye”, tytułowego dla „Dark” utworu i jest bardzo często przywoływany w kontekście fabuły serialu, gdyż w wolnym tłumaczeniu słowa te oznaczają: „Ani na zawsze, ani na nigdy, żegnaj…”

Bardzo trudno byłoby mi wypuścić ten wpis, który po trosze jest recenzją, ale tak naprawdę litanią moich prywatnych zachwytów, gdybym nie nawiązała do zakończenia tej historii, na które czekałam przecież miesiącami. Gdyby chciała krótko podsumować moje wrażenia, powiedziałabym, ze jestem na równi zasmucona i zachwycona, usatysfakcjonowana i zawiedziona, przede wszystkim zaś totalnie zamroczona zaproponowanym rozwiązaniem… Chyba już przebąkiwałam coś o paradoksach 😛

Prawdę mówiąc, tuż po obejrzeniu ostatniego odcinka trzeciego sezonu, oprócz tej dziwnej pustki, która zawsze ogrania mnie gdy kończy się coś tak angażującego emocjonalnie, odczułam niemałe rozczarowanie. Bardzo trudno mi opisać jego przyczynę, nawet gdyby chciała Was poczęstować rażącymi spoilerami. Zatem mówiąc najbardziej oszczędnie jak to możliwe, powiem, że uderzyło mnie początkowo bardzo silnie to, iż ta wielowątkowa, rozrośnięta do monstrualnych rozmiarów opowieść, znalazła tak w gruncie rzeczy proste rozwiązanie. Wśród tylu niemożliwości, to, co możliwe, okazało się w gruncie rzeczy błahe i płytkie, zaś osią i centrum okazał się bohater, który zdawał się zawsze stać nieco obok wszystkich zawirowań.

„Dark” jednak nie odpuszcza łatwo i łatwo niczego nie oddaje. Potrzeba było dobrej chwili, żebym zrozumiała, że ta właśnie prostota okazała się jedynym możliwym rozwiązaniem tej splątanej opowieści. Pod koniec, nagromadzenie paradoksów zacieśnia sieć wydarzeń do tego stopnia, że widz jest przekonany, że nie ma logicznego wyjścia z tego labiryntu, że bez „deux et machina” nie da się chyba w ogóle odnaleźć końca. Tymczasem, ostatecznie, owo rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki, tyle, że nikt nie jest go w stanie dostrzec, ani my widzowie, ani tym bardziej bohaterowie…

nieznany

Ostatecznie, choć jestem naprawdę usatysfakcjonowana finałem tej opowieści,  dokładnie wiem czego mi brakuje, a główny problem drzemie w tym, że tych dwóch końców moich emocji nie da się połączyć. Widzicie, Kochani Czytelnicy, po tak długim oczekiwaniu i nazbyt wielu spekulacjach, największym źródłem rozczarowania dla nas, fanów, dla mnie, osobiście, wcale nie jest fakt, że nie sprawdziła się większość teorii, ani nawet to, że nie dowiemy się już co stało się z okiem Wöllera ( co prawda to akurat niektórych doprowadza do szału 😉 ), choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie są one dla nas ważne. Najbardziej mi chyba żal, że nie udało się ocalić nawiązanej przez te wszystkie sezony relacji. Trudno powiedzieć czy oczekiwałam happy endu, bo wyraźnie widać, że szczęście jednych było nieustanną krzywdą innych. Bez wątpienia także wzbudziło we mnie radość ocalenie młodych ludzi i ich ślicznego dziecka oraz świadomość, że choć jeden rodzic zdołał ocalić ukochanego potomka, choć tak wielu wcześnie bezowocnie o to właśnie walczyło. Tyle, że ostatecznie mam wrażenie, iż nasi bohaterowi byli jednak figurami… Wiecie, jestem absolutnie zamroczona podziwem dla twórców, którzy tak konsekwentnie poprowadzili swoją teorię, od triquetry, przez paradoksy, determinizm i lustrzane odbicie rzeczywistości, po tę rzuconą w pierwszym odcinku maleńką uwagę o błędzie w matrixie, wszystko ułożyło się w spójną całość. Jestem też urzeczona tym jak ostatecznie wszystko i wszyscy znaleźli swoje miejsce w tym skomplikowanym wzorze, choć zupełnie inne niż sądziłam na początku. Mam jednak wyraźny problem z tym, jak potraktowano ostatecznie zainwestowane przez nas uczucia…

…………. SPOILER…………. Przed wszystkim, tuż przed finałem, otrzymaliśmy serię naprawdę szokujących, wręcz mrożących krew w żyłach  scen, w których los funduje naszym bohaterom szereg traumatycznych przeżyć i szokujących zakończeń losów wielu bohaterów. Ostatecznie zaś okazuje się, że ich istnienie, o które z takim poświęceniem walczyli, zostaje po prostu wymazane, gdyż samo w sobie było owym  błędem. ………………… KONIEC SPOILERA ……………….

O ile naprawdę rozumiem sens tego zabiegu, a wręcz chylę czoła wobec twórców, którzy w warstwie logicznej nie mogli dopuścić do innego zakończenia, gdyż inaczej samo nakręcająca się spirala nieszczęść i tragedii nie miałaby końca, o tyle nie jestem w stanie go zaakceptować na poziomie emocjonalnym. Okazuje się bowiem, że zainwestowane w losy postaci emocje, miłość, nienawiść, śmiech, łzy, strach i szok… że one właściwie nic nie znaczą. A jeśli znaczą, to i tak nie mogą trwać, bo tych już nie ma… Sądzę, że to właśnie jest powód dość ostrej krytyki ostatniego sezonu „Dark”. Dopóki to była zagadka, dość frymuśna zabawka filozoficzna, nie przeszkadzała mi, nam, nawet gra ludzkimi losami, życiem, narodzinami, śmiercią, czasem, wiekiem, miłością i nienawiścią. Jednak, gdy to nasze emocje zostały tak brutalnie potraktowane, nie do końca możemy wzruszyć ramionami i cieszyć się prostym istnieniem garstki ludzi z małego miasteczka, którzy ostatecznie nadal chcą tylko „świata bez Winden”…

Kadr z serialu Dark, Hannah Kahnwald stoi przed jaskinią w ręku trzyma walizkę

 

A Wy, Kochani czytelnicy, czy jesteście zadowoleni z zakończenia „Dark”? podzielcie się w komentarzach, chętnie z Wami podyskutuję. Tylko uważajcie, w komentarzach na całego hulają spoilery 😉

Ps. Mam taki zwyczaj, Kochani Czytelnicy, że w każda produkcja kojarzy mi się z jedną konkretną sceną, którą zowię „ulubioną”. Do niej wracam często i ona jest dla mnie synonimem wszystkiego, co w dziele jest doskonałe. Nie umiałam jej umiejscowić w tekście powyżej, więc wrzucam ją dla Was tutaj. Absolutnie doskonała jest dla mnie scena z sezonu drugiego, w której Jonas po wielu przejściach wraca do domu i spotyka swojego ojca, Michaela/Mikkela, aby odwieść go od czynu, który dla nas widzów jest początkiem wszystkiego. Ich relacja, rozmowa i ostateczne rozwiązanie akcji to dla mnie absolutna kwintesencja wszystkiego, czego chcieli nas nauczyć twórcy „Dark” i fenomenalnie zagrana bomba emocjonalna.

 

 

 

9 myśli w temacie “Kiedy jest Winden, czyli witajcie w mrocznym świecie „Dark”

  1. Hołka 5 sierpnia 2020 / 09:39

    Ty łobuzie, znowu opublikowałaś tekst, podczas czytania którego co chwilę myślałam: „zgadzam się, zgadzam, absolutnie się zgadzam!”
    Z tego powodu ciężko jest mi napisać komentarz, który w sensowny sposób odnosiłby się do twojego wpisu. Dlatego po prostu podzielę się z tobą kilkoma moimi przemyśleniami. 😉

    Tym, co najbardziej urzekło mnie w „Dark” jest to, na jak wiele sposobów można interpretować tą produkcję. Przykładowo, do wymienionych przez ciebie znaczeń tytułu serialu, dodałabym jeszcze jedną – taką, że mrok w duszach bohaterów oznacza nie tylko ich smutek, ale też to, że każdy z nich jest zdolny do czynienia złych rzeczy.

    Podobnie jest z zakończeniem – myślę, że w zależności od tego, jak je zinterpretujemy – może się nam ono spodobać lub też nie. Ja na początku odczytałam je dokładnie tak samo, jak ty, czyli byłam zła, że losy bohaterów były właściwie bez znaczenia. Potem jednak spojrzałam na wszystko nieco bardziej filozoficznie.

    Spójrzmy na Jonasa i Martę, oraz na to, że ich losy były co chwila definiowane przez ich starsze wersje. Czyli ci bohaterowie niby chcieli zmienić świat, ale jednocześnie – nie zmieniać samych siebie. Tak naprawdę – sami siebie krzywdzili najbardziej i jednocześnie o wszystko obwiniali determinizm. To wszystko natomiast moim zdaniem w pewien przewrotny sposób pokazywało, jak działa każdy z nas. Przykładowo ktoś niby chce schudnąć, ale jednocześnie nie chce mu się przechodzić na dietę lub chodzić na siłownię (czyli zmieniać swoich nawyków, a co za tym idzie – samego siebie). Albo odkładamy jakąś rzecz na później, choć wiemy, że w przyszłości będziemy tego zwlekania żałować (czyli w pewien sposób: krzywdzimy przyszłe wersje nas samych). Zakończenie serialu można więc interpretować w taki sposób, że żeby osiągnąć szczęście, musimy unicestwić niedobre, przyszłe wersje samych siebie, ale to wymaga w pewien sposób poświęcenia naszych własnych istnień.

    Nie zmienia to jednak faktu, że mnie też finałowy sezon „Dark” nieco mnie rozczarował. Przy czym, nie chodzi tu nawet o samo zakończenie, ale o wszystko inne. Dużo w tym „winy” tej wspomnianej przez ciebie, wartości naddanej jaką były teorie oraz domysły fanów. Przykładowo – miałam kilka teorii dotyczących tego, czemu Adam jest pokryty bliznami. I kiedy okazało się, że było to spowodowane tym, że facet przez lata nieostrożnie obchodził się z prądem – naprawdę zrobiłam wtedy facepalm.

    Tak samo miałam z wątkiem „potrójnego”, tajemniczego człowieka z zajęczą wargą. No właśnie – był on ciekawy, póki był tajemniczy, nie było wiadomo kim jest, ani jaki ma cel. Kiedy jednak jego pochodzenie oraz intencje zostały wyjaśnione – byłam zawiedziona, bo liczyłam na coś więcej (nie wiem dokładnie na co, ale na pewno nie na takie wyjaśnienie, jakie otrzymałam).

    I paradoksalnie, ze wszystkich wyjaśnień, jakie otrzymałam w finale serialu, najbardziej spodobało mi się to z… okiem Wöllera – bo rozbawiło mnie, że twórcy serialu zagrali tu na nosie autorom wszystkich teorii dotyczących tego bohatera.

    Niemniej, pomimo tego, że dostrzegam w ostatnim sezonie „Dark” sporo wad, podobnie jak ty uważam, że jest to niezwykły, bardzo przemyślany oraz dopracowany serial, który warto obejrzeć i obok którego na pewno nie można przejść obojętnie. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Marlena 9 sierpnia 2020 / 20:38

      Hihi, no tak, wątpię, żeby kiedykolwiek udało mi się napisać tekst pod którym napiszesz „zdecydowanie się nie zgadzam” 😛 I nie ukrywam, że to mi się podoba 🙂 Masz rację, że na wielu wymiarach wszystko w tym serialu gra, zwłaszcza od strony filozoficznej. Bardzo podoba mi się to, co napisałaś o Jonasie, Marcie i definiowaniu ich losów przez starsze wersje. Z tym, ze widzisz ja z tym serialem miałam taką specyficzną relację. Od pierwszego seansu mocno wsiąknęłam w ten świat. Bardzo kibicowałam Jonasowi, a potem Charlotte i jeszcze Noah, jak już przestałam się go bać, w ogóle nawiązałam bardzo osobistą relację z wieloma postaciami i tak mi smutno, ze wszystko przez co przeszli zostało unicestwione, a ich nagrodą okazał się niebyt. Myślę, ze mogłabym tu na przeciwnej szali postawić „Grę o tron”, którą zbingowałm na sam koniec, i choć obiektywnie wiem, czemu ludzie się wkurzyli na zakończeni i przyznaję im rację, to ja osobiście nie umiem się na nie wkurzyć, bo nie zaangażowałam się aż tak emocjonalnie, jak osoby przez wiele lat ją oglądające. Wydaje mi się, ze najbardziej na zakończenie „Dark” wkurzają się właśnie Ci, którzy zaangażowali się emocjonalnie w losy mieszkańców Winden, bo czują się jakby im zabrano kogoś bliskiego. Natomiast dokładnie tak, jak napisałam w tekście, na poziomie logicznym i filozoficznym jest ono mistrzowskie, a przede wszystkim dość konsekwentne i nie można powiedzieć, że jest znikąd a rozwój postaci to już w ogóle wziął się nie wiadomo skąd. Taki chociażby Adam… Od pierwszego sezonu byłam pewna, że ostatecznie Jonas coś zrobi, żeby uniknąć stania się nim, ale gdy go zobaczyłam w wieczór zabójstwa jego matki, zrozumiałam, widziałam jak na dłoni co go zaślepiło, do tego stopnia, że dotarł do tego punktu.
      Bardzo mi się podobało też, że twórcy zostawili jednak niewiele niedopowiedzeń. Na poświęconej serialowi stronie internetowej dowiadujemy się chociażby kto był ojcem Helgego czy Petera, jest też drzewo genealogicznego z zerowego świata. Mimo to natura problemu wciąż pozwala na dyskusje i to mi się bardzo podoba. Ostatnio czytałam np. teorię, wedle której cały ten serial może opierać się na paradoksie dziadka. Tzn. Marta i Jonas ratują syna Tannhausa i on nie konstruuje maszyny, wobec tego Marta i Jonas nie mogą się narodzić, więc nie mogą uratować syna Tannhausa, więc ten konstruuje maszynę… i tak w koło. No i jest jeszcze miejsce na wątki pokroju oka Wollera, którymi twórcy nas wyraźnie trollują (nawet na stronie dają nadzieję na poznanie rozwiązania zagadki, ale tak na niby 😉 ).
      Natomiast wspomnianą przez Ciebie postać bezimiennego też uważam za taką z trochę zmarnowanym potencjałem, a do tego, nie znoszę tego kim stał się Marta i na co pozwoliła swojemu psychopatycznemu synowi. Bardzo uwierał mnie ten wątek, w myśl którego życie tak bardzo paskudnej i okrutnej istoty zostało uznane za ważniejsze od wszystkich innych. Za to, z innej beczki, jak się dowiedziałam kto jest ostatecznie ojcem Reginy to myślałam, że padnę, choć złożyło mi się to idealnie w całość, ale pomyślałam „niezłe ziółko z tek Claudii” 🙂
      Ok, to mam jeszcze pytanie z ciekawości. Według Ciebie, która z postaci została najokrutniej potraktowana przez te wszystkie paradoksy? Mnie, mimo wszystko, najbardziej uderzył los Ulricha i Kathariny i gdy tak spojrzeć obiektywnie, to ostatecznie dla wielu postaci to naprawdę dobrze, że ich świat w sumie nigdy nie istniał.

      Polubienie

    • Hołka 18 sierpnia 2020 / 19:56

      Też słyszałam o wspomnianej przez ciebie teorii, że Marta i Jonas będą nieustannie ratować syna Tannhausa. I wydaje mi się ona całkiem sensowna. 🙂 I również jestem zdania, że Urlich i Katharina dostali w tym serialu najbardziej w kość.

      A we wcześniejszym komentarzu zapomniałam jeszcze odnieść się do tego, co napisałaś na końcu wpisu. Rzeczywiście, wspomniana przez ciebie scena jest naprawdę mocna. Mi jednak z tego serialu, paradoksalnie, najbardziej zapadł w pamięć jeden dość komediowy moment: ten, w którym Jonas po raz pierwszy cofa się do 1983 roku i spotyka Egona. Policjant z pełną powagą zapytał wtedy chłopaka, czy ten jest satanistą, na co Jonas parsknął śmiechem i odpowiedział, że nie. Ten krótki dialog świetnie pokazywał, jak bardzo na przestrzeni lat zmienia się świat. I przy okazji był dla mnie iskierką nadziei mówiącą, że problemy, które mamy dzisiaj, za jakiś czas być może staną się błahe, nieistotne, a nawet śmieszne.

      Polubione przez 1 osoba

    • Marlena 19 sierpnia 2020 / 21:22

      Tak to prawda, to bardzo ciekawe, jak bardzo zmienia się świat i podejście do pewnych spraw na przestrzeni lat. . W ogóle relacja tej dwójki jest mega ciekawie zbudowana. Egon nienawidzi młodego Ulricha, bo przypomina mu przestępcę podobno zabijającego dzieci, którym jest przecież sam Ulrich, tylko starszy i podróżujący w czasie. Z kolei Ulrich nienawidzi Egona, bo czuje od niego nieuzasadnioną nienawiść, a dodatkowo widzi w nim starego pijaka i nieudacznika, który nie potrafił znaleźć jego brata, ale po latach powie, że chcąc zrobić wszystko inaczej niż on, stał się dokładnie taki sam.

      Wracając jeszcze do Kathariny, to mnie jeszcze chodzi po głowie teoria dotycząca jej śmierci. Pokazuje ona jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość, w wielu różnych wymiarach. Bo mnie się wydaje, że gdy Katharina tuż przed swoją śmiercią, śledząc pielęgniarkę mówi do niej „mamo”, to ta wcale nie wpada na to, że stoi przed nią jej córka Katharina, która podróżuje w czasie. Mnie się wydaje, że ona wtedy myśli o tym nienarodzonym dziecku, które musiała usunąć i wydaje jej się, ze albo ono przeżyło i jakimś cudem ją odnalazło, albo to jest jakiś jego duch, jakaś nemezis, która przyszła ją ukarać i dlatego reaguje takim okrucieństwe, jakby wkładając w zabicie Kathariny całe cierpienie, strach i nienawiść. Myślę też, że całe jej smutne życie jest takie właśnie przez przeżytą wtedy traumę, może dlatego nie umiała później kochać Kathariny. To wszystko dodaje jakieś piętrowe pokłady tragizmu tym postaciom. Bardzo mi się podoba w tym serialu to, że zawsze można znaleźć coś jeszcze, a rzucone od niechcenia sceny, jak choćby ta, w której Hannah udaje się by dokonać aborcji i spotyka mamę Kathariny, nabierają znaczenia w zupełnie niespodziewanych kontekstach.

      Polubione przez 1 osoba

    • Hołka 20 sierpnia 2020 / 08:33

      Z tą mamą Kathariny, to się teraz mocno pogubiłam, bo nie wiedziałam, że ona usunęła ciążę. 😮
      Myślałam, że to było bardziej tak, że kiedy podająca się za Katharinę Hannah postanowiła nie dokonywać aborcji, to tak to zaimponowało mamie prawdziwej Kathariny, że kiedy ta zaszła w ciążę, to postanowiła nie usuwać jej podobnie, jak Hannah. I dlatego nadała swojej córce imię Katherina (kurcze, przez to całe wibbly-wobbly timy-wimy, to co napisałam wyżej brzmi strasznie topornie, ale mam nadzieję, że domyślasz się, o co mi chodzi) 😉

      Z tego powodu zabójstwo Kathariny zinterpretowałam tak, że mama Kathariny wyładowała wtedy cały żal i gniew, jaki nosiła w sobie z powodu tego, że nie usunęła ciąży (bo widać było po niej, że raczej nie jest zadowolona z tego, że jest matką).

      Mnie natomiast dręczy jeszcze jedna rzecz (może wyjaśnisz mi, o co chodzi). Skąd w linii czasowej Ewy wziął się Noah? Bo skoro w tym świecie nie było Adama, to Bartosz nie powinien się cofać do XIX wieku i nie powinny nastąpić te wszystkie inne rzeczy, które sprawiły, że Noah zaistniał.

      Polubione przez 1 osoba

    • Marlena 20 sierpnia 2020 / 17:38

      No tak, poplątana fabuła płata nam nie raz niezłe figle 😛 Jeśli idzie o panią Albers, czyli mamę Kathariny, to Katharina nie może być dzieckiem, które się wtedy urodziła bo nie zgadza się czas. Wiemy, że Hannah zachodzi w ciążę z Egonem w latach pięćdziesiątych i wtedy też próbuje ją usunąć. Wtedy też spotyka mamę Kathariny. Gdyby to Katharina była tym dzieckiem, którego wówczas nie usunęła, w latach osiemdziesiątych miałaby co najmniej trzydzieści lat albo około tyle, nie mogłaby być nastolatką chodzącą do szkoły, nawet do ostatniej klasy. Wiemy też, że Katharina nie ma rodzeństwa. Z kolei sama pani Albers wchodzi wówczas do pokoju akuszerki i tam zostaje, w czasie gdy Hannah odchodzi. Biorąc to wszystko do kupy założyłam, że to dziecko zostało usunięte. Nawet jeśli jednak je urodziła i oddała do adopcji, to w chwili, gdy nieznajoma kobieta zaczepia ją, mówiąc do niej „mamo”, musiała ją nieźle zaskoczyć. Tylko, ze wtedy nie pasuje mi jej reakcja, bo to nie tyle było zaskoczenie czy strach, tylko taka czysta furia, która przeważnie pojawia się, gdy się uderza w jakąś mocno skrywaną ranę.

      Z kolei jeśli idzie o Noah… Faktycznie w świecie Ewy nie ma Jonasa, a zatem nie ma też Adama. Jest jednak apokalipsa i to ona warunkuje przeniesienie się Bartosza w czasie. W jednym z odcinków trzeciego sezonu Ewa zbiera swoich popleczników w szeregu i daje im misje. Egon wraca wtedy po Hannah, żeby zabrać ją i niejako oddać swojej młodszej wersji, zaś Bartosz ratuje wtedy samego siebie i przenosi się w czasie do początków siedziby Erit Lux (oczywiście to gdzie trafiają jest sferą domysłów, ale faktem jest, że zostają uratowani). Skoro Hannah spotyka Egona, urodzi Silję, a ta będzie miała Noaha i Agnes z Bartoszem. Nie do końca jest jasne jak Silja trafi do przyszłości albo spotka Bartosza, jednak w lustrzanym świecie, chociaż sporo rzeczy się dzieje inaczej (chociażby samo otwarcie beczek), to ostatecznie efekt jest dokładnie taki sam, nad czym czuwają Adam i Ewa, z różnych przyczyn pilnujący, żeby wszystko się działo tak, jak wcześniej.

      Przypominając sobie ten wątek zauważyłam, że faktycznie tylko Claudia mogła tu coś zdziałać. Zabijając swoją alt – wersję i podszywając się pod nią, była właściwie jedyną osobą, która dogłębnie poznała oba świat i mogła je w miarę obiektywnie porównać i zauważyć tak prawidłowości, jak i to, że się coś nie zgadza. Chociaż ewidentnie miała ona powód osobisty, to nikt inny nie posiadał takiej wiedzy jak ona.

      Polubienie

    • Hołka 24 sierpnia 2020 / 21:23

      Jeśli chodzi o mamę Katheriny, to chyba nie do końca się zrozumiałyśmy. 😛 Chodziło mi o to, że ona była tą dziewczynką, którą Hannah spotkała w poczekalni, kiedy chciała usunąć ciążę. Ale może się mylę – tak, jak już wspomniałam, ten serial jest strasznie poplątany i łatwo się w nim pogubić. 😉

      I jeszcze wracając do linii czasowej Ewy – czy tobie też wydawało się, że w tej rzeczywistości wszystko było jakby lepiej zorganizowane (np. Egon ciągle żył)? Wiem, że to pewnie głupie i stereotypowe, ale mi kilka razy przeszło przez myśl, że widać, że tym światem zarządza kobieta, bo wszystko było w nim odrobinę lepiej poukładane. 😛

      Polubienie

    • Marlena 28 sierpnia 2020 / 21:30

      No tak, masz rację, Hannah spotyka mamę Kathariny w poczekalni jako dziewczynkę. Z tym, że ta mała dziewczynka jest tam właśnie w celu dokonania aborcji. Aż sprawdziła sobie na stronie twórców, bo przez moment sama zgłupiałam :p
      Rozbawiło mnie to, co napisałaś o Ewie, ale masz rację coś w tym jest 🙂

      Polubienie

    • Hołka 31 sierpnia 2020 / 11:48

      OK, mocno zaskoczyło mnie to, co napisałaś, bo cały czas byłam przekonana, że mama Kathariny była córką pielęgniarki dokonującej aborcji i dziewczyna po prostu siedziała w poczekalni, bo nie miała się gdzie podziać.
      Dzięki za wyjaśnienie! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s